Jesienna oprawa wspomnień.


W poprzednim poście pokazałam część papeterii, którą miałam przyjemność przygotować na pewien jesienny ślub. Na tym ślubie byłam także gościem. Prezenty dla Pary Młodej postanowiłam utrzymać w klimacie całej oprawy. Powstała prosta kartka - liście swobodnie poruszające się wokół napisu "zawsze razem" uwięzione pod kalką. Do tego album na ślubne zdjęcia, grubaśny, z metalowymi okuciami, udekorowany papierowymi liśćmi. Do jego wykonania użyłam takich samych papierów jak do ślubnych zaproszeń, ale o nich więcej w następnym poście ;)






Nie ryż, lecz liście sypały się na szczęście.


To był maj pachniała Saska Kępa...STOP.....to zupełnie nie tak. To był październik, a z drzew sypały się kolorowe liście. Pospadały na zaproszenia, winietki, wońki, zawieszki, dosłownie na wszystko. Zasypały salę, samochód, stoły, a nawet tort. To był piękny jesienny ślub z doskonale dobranym motywem przewodnim. Cieszę się, że moje prace były jego częścią. Dzisiaj partia pierwsza, będą trzy, bo wszystkiego powstało tak wiele, że nie chciałam przytłoczyć Was nadmiarem inspiracji.

Śluby z motywem przewodnim bardzo mi się podobają, nadają spójność całości. Chyba prościej wtedy nie pogubić się w nadmiarze kolorów i dodatków. Sama na motyw przewodni wybrałam słoneczniki. Ciekawa jestem czy też miałyście (albo chciałybyście mieć) ujednoliconą tematykę lub kolorystykę wystroju, bukietu, dodatków i papeterii.

Śnieżynkowa dama.


Jak mrówka uwijam się przestawiając koraliki szpilką. Powstają kolejne i kolejne wzory, elementy układanki, która nie może ułożyć się w całość. W głowie. Nie mojej. Istny oczopląs - przyszywam, doszywam, wypruwam, fotografuję, mailuję i znów do początku. Paraliż decyzyjny perfekcjonistki. Próbuję coraz to nowszych wersji z nadzieją, że zaiskrzy między neuronami zachwytu. Zamiast iskry jest chaos. Podobno to udowodnione, im więcej opcji tym gorzej. Prościej wybrać z trzech niż trzydziestu. 

(Któraś z rzędu) ostateczna wersja zostaje ułożona na białej satynie na stole. Jest noc. Po cichu szyję nowy kwiat, trochę ze strachu, że pierwsza, srebrna opcja okaże się jednak lepsza od złotej. Czas nie pozwoliłby już na powrót do srebrzystej rzeki, więc tak będzie bezpieczniej. Cichym krokiem zakradam się do pokoju żeby podejrzeć ostateczny wzór, w ciemnościach trącam fotograficzną blendę. Długo układany wzór jest teraz tylko chaosem rozpierzchniętym po kątach. 

Milknę onieśmielona.

Sięgam po telefon, jest grubo po północy. W głowie niczym na filmowej taśmie przewijają mi się wszystkie układy, Który z nich był tym jedynym? Biję się w myślach czy pisać. Ostatecznie piszę karcąc się jednocześnie za cholerny fotograficzny bałagan, który znów rozpełzł się po mieszkaniu i doprowadził do katastrofy. Dźwięk przychodzącej wiadomości ostatecznie rozwiewa moje wątpliwości. 

Czas szyć. Zegar tyka.



Na zdjęciach uwieczniłam tylko wersję srebrną, tą która ostatecznie pozostała u mnie i czeka na nową właścicielkę. Złota z samego rana powędrowała do rąk Panny Młodej, którą pozdrawiam - mam nadzieję, że ostateczna wersja była perfekcyjna!




Jest ślub jest - Kolol, koror, kolor, KORAL!

źródło
 Wciągnęło mnie to na maksa. Szycie, fotografowanie, wystawianie, omawianie indywidualnych zamówień, poszukiwanie tkanin idealnych do danego projektu, przekopywanie internetu w poszukiwaniu inspiracji do opublikowania na blogu, które współgrają z daną realizacją. I znów wszystko od początku. Wczoraj wieczorem znienacka uszyłam 2 nowe pary broszek. Po prostu mi się wena włączyła i nie dała spać dopóki nie spełniłam jej kaprysu. Sama nie wiem od czego zacząć, czy najpierw szyć, czy najpierw pokazywać Wam to co już gotowe? Czy fotografować to co czeka, czy wystawiać to co sfotografowane? 

Broszki koloru koralowego, ślubne. Idealnie pasują do bieli.



Ślubna klasyka


Nie ma nic przyjemniejszego niż pozytywny odzew od Klientek, a zdjęcia dołączone do wiadomości czy komentarza to już szczyt marzeń. Wprost uwielbiam widzieć jak buty "zagrały" z całością. Lubię to uczucie. To niesamowite widzieć, że stały się one częścią większej układanki. Jak pojedynczy puzzel, który musi pasować do pozostałych elementów. Ostatnio bardzo ślubnie na moim blogu, ale już wkrótce będą nowości na nadchodzącą wiosnę. Buciki ze zdjęcia to już właściwie klasyka. Od kilku lat cieszą się niesłabnącym zainteresowaniem i nic nie zapowiada zmiany tego stanu. Zupełnie proste, wręcz minimalistyczne przez co są doskonale komponują się z większością ślubnych sukienek. 


 Zdjęcia wykonane zostały przez Dan & Melissa Photography. Na koniec moje ulubione :)


PS
W nadchodzącym tygodniu będę obchodzić 3 rocznicę blogowania i w związku z tym wymyśliłam dla Was niespodziankę. I nie będzie to zwykłe candy. Możecie już zacierać łapki i rozbudzać swoją kreatywność. Szczegóły już wkrótce!

Żółty....historia jednego marzenia.

Ta historia zaczyna się wcześniej niż myślisz. Wcześniej niż widzisz. Nie zaczyna się w mojej głowie, ani w Twojej. Zaczyna się bardzo daleko. Zaczyna się od marzeń, ludzie się spotykają i marzą co by to było gdyby. Potem chcą te marzenia sprowadzić na ziemię, między obyczaje. Najczęściej w towarzystwie bieli. Ale czasem biel im nie wystarcza. I chociaż nie ma tu miejsca na wyświechtane schematy, to jest miejsce na szary i żółty przy ołtarzu. To jednak tylko marzenia wypowiadane tysiące kilometrów stąd. 


Marzenia są ulotne i potrafią latać. Schowane w kopercie przeleciały nad oceanem. Miały postać kawałka materiału. Żółtego. Przyleciały do mnie by się spełnić. Urzeczywistnić. I chociaż nie było łatwo dopasować do tego kawałka siostrzanie podobny kawałek, tak samo żółciutki jak oryginał to było warto. Dla widoku małej łąki, która wyszła spod moich palców. Dla tego uśmiechu, który wybrzmi za kilkanaście dni tysiące kilometrów stąd.


PS Ostatnie zdjęcie jest trochę od kuchni. Przyznam szczerze, że to bardzo miła zaleta pracy w domowym zaciszu. Nikt się nikogo nie czepia, że popija cichaczem nalewkę z aronii z nutką wanilii ;)

"Już mi niosą suknię z welonem....."


Zaskoczę Was - dzisiejszy post nie będzie kontynuacją serii fotograficznych postów, które publikuję w związku z wyzwaniem na blogu Sen Mai. Ula dosyć późno ogłosiła temat na dziś (liczyłam, że post wstawię przed godziną 10), przez co nie wyrobiłam się z publikacją przed wyjściem do pracy. 

Dzisiaj mam Wam do pokazania coś pięknego. I tak mnie to korci, że dzisiaj listy 12 rzeczy, które chciałabym zrobić w 2014r. po prostu nie będzie. No dobra....obiecują opublikować ją do końca tygodnia. Moment, moment....czy ja czasem w poście noworocznym nie pisałam, że nie będę tu niczego obiecywać?
Trudno...słowo się rzekło. Lista się pisze, a tymczasem....

Jarmilki do ślubu. DO ŚLUBU. A nie takie, które zastąpią po cichu szpilki, kiedy goście będą wychylać toastowego kielicha. Tak niespostrzeżenie. Dzisiaj będzie o takich, na myśl o których zawsze mi serce szybciej bije. O tych, które przemierzają tysiące kilometrów po to, żeby z ich właścicielkami stanąć na ślubnym kobiercu. Dzisiaj będzie o takich, które są w wersji dla dużej i małej kobietki, które wspólnie będą przemierzać drogę do ołtarza.....ta pierwsza, żeby wyjść za mąż, a druga, żeby usłać jej tą niezwykłą drogę płatkami kwiatów....może różami....Chciałabym kiedyś zobaczyć taki ślub. I pierwszy raz łezka by mi się w oku zakręciła nie przez młodą parę, a przez buty....

Miałam je sfotografować na kremowym tle, ale jedno spojrzenie na kwiecisty materiał sprawiło, że fotograficznie przepadłam. Buciki już w swojej długiej podróży do kraju za oceanem, a ja tymczasem siedzę wpatrzona w zdjęcia...dobrze, że jeszcze kilka ślubnych zamówień czeka w kolejce!

 
A na koniec poczęstuję Was zdjęciem "zza kulis".


Blogowy rekord i ślubne klimaty.


Wow! Z dnia na dzień odwiedzających mojego bloga jest coraz więcej. W tym miesiącu jest największa liczba odwiedzin od czasu założenia bloga!!! Zerkacie głównie na tematy świąteczne. Linki do inspiracji z kalendarzami adwentowymi są rozgrzane do czerwoności. Widzę, że przeglądacie też starsze posty, dlatego ułatwiłam Wam życie i na bocznym pasku wkleiłam archiwum bloga. Są też nowe osoby, które postanowiły dopisać się do listy obserwatorów bloga. Za to wszystko - WIELKIE DZIĘKI :) :) :) 

A ja ? Ja działam jak szalona, lista tematów na posty wydłuża się z dnia na dzień, fotografuję, tworzę, przeszukuję ciekawe strony. Włączam energetyczną muzykę, zapominam zrobić herbatę i piszę!

Dzisiaj coś z zaległości, które nie umiały się doczekać wyjścia na światło dzienne. Biżuteria, a dokładniej delikatna bransoletka z kryształkami Swarovskiego, która była świadkiem zaślubin Angeliki i Kamila :)


Przypominam też, że do jutra możecie zapisywać się na candy na moim drugim blogu.

http://iglakomotocyklach.blogspot.com/2013/10/od-nas-dla-was.html

Kolorowy sen....prosto z Ameryki !


W Stanach śluby są zdecydowanie bardziej kolorowe niż u nas. Liczba druhen/drużb niejednokrotnie przyprawia o zawrót głowy, podobnie zresztą jak myśl o dopięciu tak wielkiego przedsięwzięcia na ostatni guzik. Kwestię finansową pomijam, bo co nam do tego. 

U nas panny młode chętnie zakładają czeszki ze ślubnymi ozdobami jako drugie buty, wygodniejsze, które pozwalają odetchnąć stopom wykończonym wysokimi obcasami. Do ołtarza w jarmilkach idą nieliczne. Przyznam, że w ślubny biznes za oceanu wbiłam się z przypadku. W ofercie miałam klasyczne biało-białe (ewentualnie kremowe) propozycje. Panny młode szybko jednak poczuły potencjał w palecie kolorystycznej, z której można u mnie wybierać buty. Tak stały się one świetnym sposobem na ubranie wszystkich druhen "pod kolor" dosłownie od stóp do głowy :) Oczywiście same panny młode bardzo często zamawiają indywidualnie projektowane broszki także dla siebie i w jarmilkach idą składać przysięgę! 

Dzięki uprzejmości jednej z Klientek mogę pokazać Wam fotografię z Jej ślubu wykonaną przez Michelle-Healy Photography.


Lekkie jak puch stylizacje ślubne


Pióra coraz częściej pojawiają się w ślubnych stylizacjach. Od około pół roku goszczą także w mojej ofercie dla Panny Młodej, jako broszki do butów albo spinki do włosów. Dzisiaj rano kiedy szyłam na zamówienie następną parę raz po raz zastanawiałam się nad tym jak wyglądają pozostałe elementy stroju Panny Młodej, która je wybrała. Czy są ekstrawaganckim dodatkiem do zupełnie prostej sukni, a może dopełnieniem wszechobecnego przepychu?

Kto zna mnie lepiej ten wie, że w ślubnych klimatach wolę rzeczy bardzo proste. Tu powinnam złożyć podziękowania dla obsługi salonu sukien ślubnych, w którym wybrałam swoją za zbawienną dla mnie możliwość "nie przyszycia" i przerobienia wielu elementów mojej sukni ;) Swoją drogą jakoś wciąż nie dowierzam, że w poprzedni weekend minął już rok od tego pięknego dnia :)
 
 
Wróćmy jednak do tematu, czyli piór w ślubnych stylizacjach. Pogrzebałam w otchłani internetu i wyszukałam takie, które najbardziej mi się podobały. Moim zdaniem decydując się na pióra łatwo można "przedobrzyć" i trzeba wykazać się sporym talentem, żeby całość była elegancka, ale nie przeładowana.



A jakie jest Wasze zdanie ?
Lubicie przesyt czy proste kroje ?
Zdecydowałybyście się na pióra ?



 




 Na koniec chyba najbardziej oryginalna suknia ślubna jaką w życiu widziałam ;)

Źródło: zdjęcie na samej górze jest mojego autorstwa, pozostałe zdjęcia podlinkowane do źródła

Uchylam rąbek tajemnicy


Taka tam mała zapowiedź nowej ślubnej kolekcji. 
Nakupiłam różnych dodatków - tiuli, woalek, aplikacji, cekinów, błyskotek, perełek i tworzę :) 
Dajcie znać jak się Wam podoba !

Kolor na dziś: FIOLET


Dzisiaj patronat nad postem objął kolor fioletowy. Wiosną ubiegłego roku miałam przyjemność stworzyć naszyjnik dla Panny Młodej właśnie w odcieniach fioletu. Jako błyszczący dodatek użyty został piryt, jeden z moich ulubionych kamieni. Jego wygląd przywodzi mi na myśl kosmiczne skały. Poniżej zdjęcia naszyjnika (serdecznie podziękowania dla Klientki za nadesłanie i zgodę na publikacje). 



Oprócz tego wyszukane w sieci inspiracje ślubne w fioletach. Zdjęcia jak zwykle podlinkowane do źródła.

Lubicie fiolet ? 
Która inspiracja najbardziej przypadła Wam do gustu ? 
Mnie najbardziej podoba się tort z kwiatami :)